in UX subiektywnie

Nie płacz jak projektujesz, czyli teoria i praktyka projektowania odpowiedzialnego

Odpowiedzialność projektowania – bardzo modne ostatnio stwierdzenie. Szczyt popularności przypadł w 2015 roku chyba, ale mocno dość odgrzane podczas tegorocznych World Usability Days. Hasło górnolotne, patetyczne? Tak. Ostatnio się spotkałem ze stwierdzeniem, że nawet oderwane od rzeczywistości. Oburzyłem się na tyle, że aż popełniam poniższy wpis.

Teoria

„Designerzy kształtują rzeczywistość”… „Jak nie my to kto?” tak mogłyby wyglądać sztandary na ogólnopolskim strajku szeroko pojmowanej branży. Górnolotne hasła oderwane od rzeczywistości? Nie.

We wstępie do kursu Human Centered Design (mocno polecam kurs) pada stwierdzenie, że przez źle zaprojektowane funkcjonalności przeciętny człowiek traci około 10 min dziennie. Zważywszy, że wyliczeń dokonali amerykańscy naukowcy to można do tego podchodzić sceptycznie. Ale nawet jak podzielimy to przez dwa, to strata 5 min dziennie to nadal bardzo dużo.

Skąd te 5 min? Na pewno znaczna część tego czasu jest kradziona przez aplikacje. Ścieżka użytkownika posiada zbędny krok, chaotyczna Architektura Informacji, etc. etc. Jak do tego dodasz błędy w produktach codziennego użytku, czy przestrzeni publicznej, to 5 minut wydaje się bezpiecznym założeniem. 5 minut dziennie 365 dni w roku, 8 bilionów ludzi na ziemi. To są duże liczby… mniejsza o detale… Nie oznacza to, że w zaoszczędzonym czasie każdy wynajdowałby lekarstwo na raka, co nie zmienia faktu, że jako cywilizacja jesteśmy troszkę w plecy.

Dobra, dość tego patetyzmu. Jak to się ma do nas? Maluczkich? Otóż ma się, i to bardzo. 

Praktyka

  1. Edukuj.

Chyba nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że często klient jest oderwany od rzeczywistości. Poprzez rzeczywistość rozumiem tutaj realia projektowania. Ale pomyślmy: dlaczego miałby się na tym znać? Za to nam płaci. Krótkie wprowadzenie do świata projektowania nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Odrobina zrozumienia na pewno ułatwi wszystkim współpracę, nawet Twojej konkurencji. Przykład?

Jako, że w świat User Experience wszedłem przez grafikę użytkową do dzisiaj czasami dostaję zapytania o projekt logo. Tak wyglądała moja odpowiedź na ostatnie takie zapytanie:

(…)„Dziękuję za zapytanie. Bardzo fajnie, że ma Pani swoją wizję logo, to ułatwi pracę, aczkolwiek trzeba pamiętać o tym, że to logo będzie funkcjonowało m.in. jako znak wodny na zdjęciach i wtedy będzie musiało być jedno kolorowe (białe lub czarne). Dlatego proponowałbym też uprościć proponowany przez Panią szkic.
Jeżeli ma Pani czas, to proponuję tekst (przeznaczony m.in. dla osób zlecających logo) Jacka Kłosińskiego: http://klosinski.net/jak-zrobic-dobre-logo-33-praktyczne-rady/” (…)

Gdyby każdy z nas już przy pierwszym kontakcie z klientem zwracał mu uwagę na złożoność problemu na pewno fanpage „Co znosi psychika grafika” miałby dużo mniej roboty. Co z tego, że to jeszcze nie jest Twój klient? To jest osoba, której logo będzie funkcjonowało w naszym świecie. Czy zaprojektujesz je Ty, czy Twoja konkurencja, to już mniej ważne. 

  1. Reaguj.

Poruszając się w przestrzeni miejskiej pewnie nie raz sam siebie pytałeś „kto wpadł na takie rozwiązanie”. Zauważenie problemu to pierwszy punkt do jego rozwiązania. Masz lepsze rozwiązanie – podziel się nim. Jeżeli możesz rozwiązać problem „po partyzancku” zrób to. (Tutaj polecam mocno hackowanie bankomatu bitcoin LINK). Takie rozwiązanie nie jest możliwe? w dobie poczty elektronicznej nie musisz biec do Urzędu Miasta i krzyczeć z widowni. Oczywiście jest wysoce prawdopowobne, że Twój mail zostanie zignorowany. Aby nie było, że teoretyzuję: próbuję wpłynąć na władze Zielonej Góry aby nie zaniedbywały tematu marki miata. LINK.

  1. Pro publico bono.

Popracuj trochę za darmo. To naprawdę nie boli. Ostatnio spotkałem się z określeniem, że w ten sposób psuję branżę…. nosz k*rwa…. Jeżeli myślisz, że lokalne stowarzyszenie przyjaciół dzieci z niepełnosprawnością ruchową wyda 1,5 tys zł na identyfikację wizualną, to jesteś w błędzie. Jeżeli wziąłbyś te pieniądze, to jest mi… po prostu przykro.

Gdzie szukać beneficjentów takiej pomocy? Zwróć uwagę na plakaty które wiszą na lokalnych słupach ogłoszeniowych. Te brzydsze plakaty. Napisz maila – po drugiej stronie są ludzie, którzy najczęściej nie mają na to środków i nie mają do tego głowy. Pamiętaj, że za dotychczasową komunikacją stał ktoś, nie krytykuj. Zaoferuj pomoc. Następnym razem, zanim klikniesz lajka pod kolejnym #designfail zwróć uwagę na to, czy nie stoi za tym organizacja non-profit, która ma trochę inaczej spriorytetowany budżet.

Chyba wyrzuciłem z siebie wszystko co chciałem w tym temacie powiedzieć. Prawdopodobnie ocenzuruję ten wpis przed publikacją. Nie chciałem nikogo zaatakować, ani obrazić. Po prostu chciałem pokazać, że jako „branża” mamy wpływ na (świat) nasze otoczenie. Znowu przytoczę słowa Wojtka Kutyły. Nigdzie tego nie zapisałem, więc to raczej luźna interpretacja: „Żyjemy w popieprzonych czasach, w czasach, gdzie jako designerzy mamy ręce pełne roboty”.

 

PS

Jeszcze ciekawy artykuł z tegorocznego kalendarza adwentowego dla UXowców :) LINK