Ten, jakże przewrotny tytuł wpisu nawiązuje do słynnych poszukiwaczy mięsa. („Where’s the beef?”). Nie chciałbym bym tutaj pływać w metaforach jak lew na sawannie, bo nigdy nie byłem w tym dobry. Dlatego skupmy się na konkretnym przykładzie. Wizytówka.

Każdy chyba przechodził przez ten etap. „Będę miał tak ładną wizytówkę, że wow”. I mnie to nie ominęło. Projektując wizytówkę dla siebie postawiłem na wszystko… poza funkcjonalnością. To było kilka lat temu. Teraz wizytówki można mieć jeszcze bardziej bajeranckie. Pomijając lakiery, złocenia, 3d, jest jeszcze technologia NFC. Wszystko super. Tylko poza właścicielem mało kto ma na stałe włączoną tę funkcję w telefonie, czyli najczęściej trzeba jeszcze przy okazji tłumaczyć co i jak. I ponownie podstawowa funkcjonalność zniknęła pod bajerami.

UXLAMA

Wpis ten chciałbym zobrazować Lamą zastanawiającą się nad miejscem pobytu jej koleżanki krowy. (źródło: pixabay.com)

Wizytówki dawniej były eleganckie i minimalistyczne nie bez powodu. Bardzo często dopisywano na nich różne rzeczy. Ta mała, praktyczna cecha gdzieś nam zniknęła pod kolejnymi warstwami folii i różnych efektów. Jak zapewne się domyślasz ten wpis nie jest o wizytówkach, a o produkcie. Warto zastanowić się nad podstawową funkcjonalnością produktu. I nie spieprzyć jej kolejnymi złoceniami.

Jeżeli użytkownik zamiast zachwycać się daniem, skupi się na sztućcach, wtedy coś jest nie tak. Chyba, że sprzedajemy sztućce.

Fajne? Podziel się! Albo się nie dziel... sam już nie wiem. Miliony pytań bez odpowiedzi :)