Nie możemy dokładać kolejnych funkcjonalności bez spojrzenia na całość.

Kolejne ficzery, kolejne funkcjonalności. Nasz produkt spełnia wszystkie założenia biznesowe. Brawa, uściski dłoni, kwiaty od karła w stroju krakowiaka… Ale coś nie pykło…

Rozbudowujemy pędzący pociąg. Brawa dla nas. Ale czasami kolejne funkcjonalności po prostu wypaczają nasz produkt. Idąc dalej metaforą pociągu. Super, że mamy wagon restauracyjny, ale czy go potrzebujemy na półgodzinnej trasie?

Przez doklejanie funkcjonalności bez analizy i spojrzenia na całość możemy z naszego pociągu zrobić amfibię. Super, tylko użytkownicy potrzebują pociągu. Nawet więcej, użytkownicy potrzebują się dostać z punktu A do punktu B. Nasz pociąg nie jest jedynym połączeniem na trasie. Pewnie, że nie wyskoczą z pędzącego składu, ale na pewno nie powiedzą o nim znajomym.

Rekomendacje znajomych – to m.in. decyduje o sukcesie konkurencji. Użytkownicy chwalą się aplikacją w mediach społecznościowych. Pora sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nasza podróż pociągiem jest na tyle fajna, że ktoś zaprosi znajomych. Co gorsza – czy następnym razem nie poszuka innego połączenia.

Każda funkcjonalność wpływa na produkt jako całość

Rozwój produktu, to nie tylko dokładanie funkcjonalności. To przemyślane spojrzenie na całość. To też ulepszanie produktu, to słuchanie potrzeb użytkowników… Chyba, że chcemy mieć amfibię na szynach… wtedy warto aby wszyscy zaangażowani o tym wiedzieli.

Aby nie było – nie jesteśmy przeciwni dokładaniu kolejnych funkcjonalności. Ale nie chcemy tego robić na hurra, najpierw należy zbadać czy dany “Ficzer” jest w ogóle potrzebny naszym klientom. Jak kiedyś powiedział jeden mądry koleś: “… nie robimy garnków.”

Fajne? Podziel się! Albo się nie dziel... sam już nie wiem. Miliony pytań bez odpowiedzi :)